r
Dziś minęły 4 tygodnie jak jestem w podróży... 4 fantastyczne, wyjątkowe i niekiedy trudne tygodnie...
Geneza podróży a właściwie pomysłu na nią jest dla mnie samego trudna do określenia. O Indiach myślałem już jako nastolatek... Ten kraj zawsze mnie pociągał swą różnorodnością, kulturą, historią i sztuką. Już w liceum robiłem na lekcje histor opracowania w tym temacie. Pierwszy pomysł, taki już w miarę konkretny pojawił się gdy spotkalem Michała, kolegę siostry mojej koleżanki, która tak jak i ja a później też i Michał była EVS mentorem w Caritasie. Dowiedziałem się, że taka wyprawa wcale nie musi być niebotycznie kosztowna jak mi się wówczas wydawało. Michał był tam wcześniej i opowiedział jak to wygląda na miejscu, o realiach, cenach tam i cenach biletów lotniczych itd. Drugim bodźcem był swoisty "konflikt" z osobą o indyjskim pochodzeniu. Pomyślałem, że utrę nosa i się tam wybiorę, w przeciwieństwie ..... Zacząłem szukać kontaktów przez internet tam na miejscu i parę udało mi się nawiązać. Niestety, większość z nich nie wytrzymała próby realnośći. Ostatecznym impulsem do podjęcia decyzji było to, że mojakoleżanka Paola postanowiła wybrać się w podróż dookoła świata, zaczynając od Indii wlaśnie. Pomyślałem, że to dobry moment i, że się do niej przyłączę, przynajmniej na części trasy, co też nie trwalo dlugo ale o tym później. Pierwotny plan zakladał wyjazd do Indii na miesiąc. Zatem, mając wiele dni nie wykorzystanego urlopu, poprosiłem mojego przełożonego o miesięczny właśnie urlop. Niestety tenże, nie wyraził zgody, tym samym nie mając innego wyjścia złożyłem z końcem czerwca wypowiedzenie, które to zaskótkowało pożegnaniem się z firmą 30 września, po blisko 5 latach. Początkowo planowałem wrócić po tymże miesiącu i poszukać nowej pracy. W trakcie jednak, rozpoczętego okresu wypowiedzenia poznalem Ewę. Była koordynatorem wystawy "Glocaltour", a dokładniej jej gdyńskiego "przystanku". Ja bylem przy tym projekcie wolontariuszem. Ewa byla rok wcześniej na misji w Zambi, teraz zaś jest w Ugandzie na kolejnym projekcie z ramienia PAH-u i niemiekiej organizacji. Szybko się zaprzyjaźniliśmy, Ewa, swoimi opowieściami, anegdotami zaraziła mnie w jakimś sensie Afryką (do której też nomen omen . zawsze chciałem się wybrać) i bardzo szybko pojawił się pomysł dołączenia do niej w Ugandzie i objechania Wschodniej Afryki. Tak plany podróży zczęśły się z mieniać a czas jej trwania wydłużać. Z miesiąca w indiach zrobiły się dwa, doszły plany odwiedzenia krajów Azji Poludniowo - Wschodniej: Kambodży, Laosu i Wietnamu a nstępnie kurs na Afrykę. Plany kształtują się dość dynamicznie tak w kontekście Afryki jak i Azji Płd.- Wsch. Dwa kierunki są pewne: 30 listopada przemieszczam się z Indii do Tajandii a 20 grudnia (najkorzystniejsze ceny biletów na ten dzien) do Ugandy reszta jeszcze jest niedookreślona.
Wielu ludzi staralo się odradzić mi tą wyprawę, wilu nie wierzyło, że to zrobię, że się zdecyduję.... A jednak mimo wszystko już 4 tygodnie podróżuję po INDIACH i najprawdopodobniej jutro, bądż po jurze zależnie od dostępności biletów kolejowych, opuszczę południe tego kraju, dokładniej Bangalore w stanie Karnataka kierując się na półńocny zachód do Radżastanu i Himalcz Pradesz.
"Biały Szlak".... Skąd taki tytył bloga wielu zapyta. Otóż spieszę z wyjaśnieniem. Bkaly od koloru laski, którą jako osoba niedowidząca się posługuję, i która towarzyszy mi w zagranicznych podróżach. W kraju nie zwykłem jej używać, natomiast poza jego granicami i owszem. Czasmi się nią posługuję zgodnie z jej przeznaczeniem a czasami tyko jako rekwizytem dając otoczeniu znać, że nie wszystko z moim "widzeniem" jest w porządku. To by bylo na tyle w temacie genezy, jutro relacja z pierwszego tygodnia w Indiach i na bieżąco... Zatem C.D.N. jutro
powodzenia, uwazaj na siebie
OdpowiedzUsuńMonika Sprawka